Fakty, których nie ma

Jaka powinna być odpowiedź na sprostowanie? Zgodnie z prawem prasowym albo opublikowanie sprostowania, albo skierowanie do nadawcy odmowy publikacji. Jaka jest odpowiedź wydawcy "Faktów" TVN na dwa sprostowania skierowane do redakcji przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych? Kwiecisty i nader populistyczny felieton pana Kamila Durczoka, który staje w roli nie tylko dziennikarza, ale i eksperta od zamówień publicznych, popełniając przy tym szereg logicznych błędów, które ekspertowi nie przystoją.

Ale po kolei. W kolejnych dwóch wydaniach "Faktów" z 13 i 14 lutego redaktor Jakub Sobieniowski przedstawił "aferę" z przetargiem ZUS na 600 mln zł. Chodzi o przetarg na utrzymanie Kompleksowego Systemu Informatycznego (czyli serca informatycznego ZUS), który obsługuje 11 proc. PKB Polski. Oto redaktor "Faktów" odkrył w Krajowym Rejestrze Sądowym, że dwoje pracowników Zakładu, którzy zasiadali w komisji przetargowej, zasiadało także w radzie nadzorczej fundacji dobroczynnej z pracownikiem Asseco. I już prawie mamy tzw. dziennikarską krew, bez której "dobry" materiał informacyjny się nie obejdzie. Żeby było jeszcze bardziej krwawo, trzeba tylko pominąć, że zasiadanie w radzie nadzorczej fundacji wspólnie z pracownikiem potencjalnego wykonawcy w świetle przepisów prawa nie rodzi żadnych konsekwencji dla prowadzonego przetargu, a dodatkowo jedynie napomknąć, że wskazani pracownicy ZUS już ponad 3,5 roku temu ze wzmiankowanej fundacji wystąpili. Trochę krwi dodamy, gdy nie zapytamy się prawników (pominę prawnika redaktora Durczoka), czy wpis w KRS jest wiążący, gdy ktoś złożył rezygnację z zasiadania w radzie fundacji. Każdy bowiem, kto choćby ukończył w Polsce prawo, odpowie, że istotna jest sama deklaracja o wystąpieniu z organów fundacji, a nie wpis w KRS. Jednak liczy się krew. No to dodajmy jeszcze raz: dwóch pracowników ZUS i pracownik Asseco się znali, podczas gdy tylko Asseco wystartowało w przetargu. Wziąwszy pod uwagę fakt, że Asseco pracuje dla ZUS (wcześniej jako Prokom) od 1997 r., wystawiając rokrocznie kilkusetosobowe zespoły, które realizowały zadania na rzecz ZUS, to żeby obie strony się nie znały, należałoby wszystkim uczestniczącym we wspólnych pracach wiązać oczy, tylko że wówczas nie da się pracować nad systemem informatycznym. W tej sytuacji mam dla redaktora Sobieniowskiego i redaktora Durczoka kolejny skandal, a właściwie kilka. Otóż pracownicy ZUS znają się z reprezentantami firm Sygnity, HP, IBM, Comarch, SAG, AMG, Bull, a wszystkie te firmy (i wiele innych) startują (i wygrywają) w przetargach ogłaszanych przez ZUS. Wniosek: należy unieważnić kilkadziesiąt przetargów i już nie na 600 mln zł, ale grubo więcej.

Pan Kamil Durczok w swoim felietonie z 21 lutego zatytułowanym "Fakty, wątpliwości i cyrk" pisze z pewnością eksperta od zamówień publicznych: "2 osoby z ZUS i 2 z Asseco - są w składzie Rady Nadzorczej jednej z Fundacji. Prawo tego zabrania, gdyby miały się pojawić wątpliwości co do bezstronności". Mam w związku z tym pytanie: Szanowny Panie Redaktorze, proszę o wskazanie, z którego to artykułu i z której ustawy ten Pański wywód wynika? ZUS bowiem dysponuje opinią prawną Grupy Doradczej Sienna, która jest znanym w Polsce doradcą w zakresie zamówień publicznych, a która to opinia nie pozostawia żadnych wątpliwości - co jeszcze raz podkreślę - że nawet, gdyby pracownicy ZUS zasiadali w radzie nadzorczej fundacji z pracownikiem potencjalnego wykonawcy, to nie rodzi to żadnych konsekwencji prawnych dla przetargu. Dodam, że z opinią tą na konferencji prasowej w dniu 18 lutego mógł zapoznać się redaktor Sobieniowski, jednak nie wyraził żadnego zainteresowania taką możliwością. Dlaczego? To wie redaktor Sobieniowski i być może Pan Redaktor. Dodam jeszcze, że firm i instytucji wspierających ZUS przy przetargu na utrzymanie KSI było więcej, bo pięć. Doradcy zewnętrzni wspierali nas zarówno w aspekcie prawnym, jak i stricte merytorycznym. Ale konferencję, którą zorganizowaliśmy, by wyjaśnić przebieg całego postępowania przetargowego na utrzymanie KSI, Pan Redaktor nazywa "cyrkiem". Przyznaję Panie Redaktorze, dla dziennikarza pańskiej stacji to mogło wyglądać jak cyrk, bo on jako jedyny nic z tej konferencji nie zrozumiał. Żeby tego dowieść, wystarczy poczytać i obejrzeć materiały innych mediów, które na konferencji były obecne. Żeby Pan Redaktor nie musiał się trudzić i googlować, odsyłam na naszą stronę internetową http://www.zus.pl/, gdzie w aktualnościach takowe relacje podlinkowaliśmy.  Dla pracownika Pana stacji nie była istotna informacja, że żadna firma w Polsce i Unii Europejskiej (gdzie informacja o przetargu była dostępna) nie oprotestowała ani warunków przetargu, ani jego rozstrzygnięcia (nie widziałem też zdziwienia branży, o którym raczy Pan pisać w swoim felietonie). Jeśli Pan Redaktor ma na przykład wątpliwość, czy w przetargach stosuje się warunek posiadania odpowiedniego zespołu ludzi do realizacji zamówienia (w przypadku przetargu na utrzymanie KSI był to zespół 87 osób), to podobnie jak redaktora Sobieniowskiego, odeślę Pana na stronę Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Tam może Pan przeczytać, jakie są wymagania dotyczące zespołów, które będą realizować kontrakty drogowe. Ciekaw jestem też, czy Pan Redaktor dałby poprowadzić wieczorne wydanie "Faktów" osobie, która tylko i wyłącznie zadeklaruje, że jest w stanie to zrobić, a nie wykaże żadnego doświadczenia w tym zakresie? Zapewniam, że problemy w działaniu KSI ZUS zrodziłyby większe perturbacje społeczne niż źle prowadzone wydanie wieczornych "Faktów". Wracając do samej konferencji prasowej, dodam jeszcze tylko, że dla przedstawiciela Pana redakcji istotne w niej było tylko i wyłącznie to, czy prezes wzmiankowanej fundacji widział kiedykolwiek prezesa ZUS i czy zapraszał go na spotkanie. Sama procedura przetargowa gdzieś już dziennikarzowi umknęła. Odpowiem więc na te niezwykle istotne pytania dziennikarza jeszcze raz: tak, ponoć prezes fundacji widział prezesa ZUS i ponoć nawet go zna, a także go zapraszał. Na podobnej zasadzie prezes ZUS zna redakcję "Faktów" TVN, wszak niejednokrotnie widywał, a nawet rozmawiał z wieloma jej dziennikarzami. Co do zaproszeń natomiast, to zapewne jak większość z tych, które przychodzą przez sekretariat do prezesa ZUS, tak i to z fundacji zostało odłożone na półkę.

Panie Redaktorze, w środę odbyło się posiedzenie rady nadzorczej ZUS, o którym szeroko w połowie lutego informowaliście opinię publiczną, gdyż jej członkowie mieli usłyszeć od zarządu ZUS wyjaśnienia na temat przetargu na utrzymanie Kompleksowego Systemu Informatycznego ZUS. Już było widać w Państwa materiale lejącą się krew po tej radzie. Chyba też dlatego Państwa dziennikarka spędziła na korytarzach ZUS, w oczekiwaniu na przedstawicieli rady, ok. 8 godzin. I jaką zobaczyliśmy relację w "Faktach"? Żadnej. Czy to przypadkiem nie dlatego, że jak powiedział w wielu innych polskich mediach przedstawiciel rady nadzorczej ZUS, pan Jeremi Mordasewicz: "Moim zdaniem w świetle dokumentów, które posiadamy oraz wyników kontroli, nie ma podstaw do kwestionowania umowy zawartej z Asseco Poland".

Co do zdolności menedżerskich prezesa ZUS, w które Pan Redaktor powątpiewa, to aż żal, że nie zasiada Pan w kapitule Polskiej Nagrody Jakości i wśród Pracodawców RP, które to organizacje wyróżniły prezesa ZUS swoimi nagrodami. Naprawdę nie wiem, dlaczego dotychczas nikt Pana Redaktora jeszcze do tych gremiów nie zaprosił. Opinię na temat zdolności dziennikarskich i rzetelności redakcji "Faktów" pozostawiam Pańskim przełożonym i opinii publicznej. Sam zaś doceniam zdolność tworzenia krwistych faktów przez Pańską redakcję, jednak gdy oglądam materiały takie jak ten o "aferze" z przetargiem w ZUS, na myśl przychodzą mi jedynie dowcipy o Radiu Erewań.

Wojciech Andrusiewicz
Naczelnik Wydziału Komunikacji Społecznej ZUS